niedziela, 7 lutego 2016

Kartka 010.

Ile razy zastanawiałeś się nad sensem życia?
Ile razy zbierałeś z bólem kawałki rozsypanej egzystencji?
Chowałeś emocje głęboko w myślach, w zakamarkach umysłu mając pewność, że nigdy nie ujrzą światła dziennego?
Zakładałeś maskę i szedłeś dumnie dalej? Aby móc później spojrzeć w lustro i uświadomić sobie, że tak naprawdę nic nie jest okej.
Ile razy widziałeś pustkę w niebieskich tęczówkach?
Ile razy byłeś nierozumiany? Opuszczony, niepotrzebny...
Uśmiechałeś się, choć siłą powstrzymywałeś łzy, a twoje myśli krzyczały.
Ile razy uciekałeś daleko myślami, aby później wrócić do rzeczywistości i uświadomić sobie, że wciąż tu tkwisz. Między prawdą, a kłamstwem. 
 
~~*~~
Szłam chwiejnym krokiem mokrymi ulicami śpiącego Londynu. Typowa dla Wysp Brytyjskich mgła utrudniała widzenie, natomiast chłodny powiew wiatru nieco ostudził gniew i przegonił strach, który narodził się w moim sercu parę godzin wcześniej. Nastąpiła obojętność, która bolała o wiele bardziej…
Dławiąc się łzami, stawiałam krok za krokiem. Czułam pulsowanie w skroniach, a zmęczenie odmawiało posłuszeństwa w kontrolowaniu. Ciało co jakiś czas spazmatycznie drżało, a każdy kolejny metr do pokonania był coraz trudniejszy. Opierałam się o ściany kamienic, błagając w duchu, aby ktoś zdołał mnie dobić nim wrócę… Właśnie, wrócę. Gdzie miałabym wrócić? Zdaje się, że pokazanie się Tomowi w tym stanie było by większym upokorzeniem, niż które wyrządził mi Jim. Może jednak spróbuje się wkraść do mieszkania Gitarzysty niezauważalnie? Bzdura, mimo mocnego snu zdoła usłyszeć moje kroki, a później ujrzeć na mojej twarzy potępienie. Przecież krzywda, która wisiała na granicach otaczającej mnie aury, była niemalże namacalna. Więc cóż miałabym począć? Usiąść pod mostem i czekać na kolejną niespodziankę od losu? Nawet gdybym wyciągnęła telefon, wybrała numer, który kilka miesięcy wcześniej zapisała własnoręcznie mi Kath nie miało by to sensu. Czemu obca kobieta miałaby przejąć się moim losem? Poza tym, co powiedziałabym Kaulitz'owi? Musiałabym go omijać nim sińce nie wyblakną, lecz znając jego temperament i zawzięty charakter to drążyłby tak długo temat, aż nie wyjawiłabym mu prawdy.
W czasie, gdy myśli rozsadzały mi głowę i toczyły nierówną walkę z sercem, moje nogi powiodły mnie niepewnymi krokami pod same drzwi mieszkania Gitarzysty. Mojego azylu, w którym od pierwszej chwili poczułam bezpieczeństwo i ciepło. Zapukałam dwa razy, powstrzymując wybuch płaczu. Muszę być silna, zapewnić go, że nic się nie stało… Usłyszałam szczęk zamka, po czym ciężkie drzwi roztworzyły się, a przede mną stanęła postać Toma odzianego tylko w jego ulubione dresy z Reebok'a.
-Ivy?- w uszach rozbrzmiał mi szept zaspanego męskiego głosu. Spojrzałam na niego zagryzając wargi i wymuszając uśmiech, który wpłynął na moją twarz w postaci grymasu bólu.- Wchodź.- dodał rozchylając drzwi i wpuszczając mnie do środka.
''Byłeś ukrytą miłością. Osobistym ideałem.''

-Nie udał wam się romantyczny wieczór?- spytał cierpko, naciskając na ''romantyczny'' z wyjątkowym wyrzutem. Poczułam bolesne ukłucie w okolicy serca, a chęć ucieczki ogarnęła mnie szybciej niż pomysł przyjścia tu. Stojąc w oświetlonym słabym światłem przedpokoju, z Kaulitz'em za plecami, czułam się jak zwierzę w klatce. Cały ból wrócił, uderzając ze zdwojoną siłą, paraliżując mnie, odmawiając mi możliwość zrobienia jakiegokolwiek ruchu. Stałam patrząc pustym wzrokiem na wejście do salonu, w którym cicho grał telewizor. Biłam się z myślami, pragnąc tylko zniknąć, zapaść się pod ziemię ze wstydu. Mimo, iż w pomieszczeniu było dwadzieścia parę stopni, ja czułam chłód ogarniający moje ciało z każdej strony.
To tak jakbyś stał nad przepaścią, a za Tobą płonąłby pożar. Masz wybór: wrócić się i spłonąć, bądź skoczyć i oszczędzić kilkunastu minut bólu.


Długie palce ułożyły się na moim ramieniu. Czułość bijąca z tego gestu spowodowała wybuch wulkanu mojego strachu. Wszelkie hamulce puściły, gruba nić kontroli rozsypała się. Łzy poczęły spływać po zmarzniętych policzkach, tworząc nieznane ścieżki i goniąc siebie wzajemnie. Spazmatyczne dreszcze raz po raz przechodziły moje ciało, usta układały się do słów, których nie byłam w stanie wydobyć.
-Ivette?- odwróciłam się gwałtownie i bez słowa pozwolenia przylgnęłam do szerokiej klatki Gitarzysty.- Co się stało?
Milczałam, wtulając się w bezpieczeństwo bijące od Tom'a. Obejmowała mnie silnymi ramionami, a ja chłonęłam troskę i czułość. Chciałam poczuć każdą dobrą emocję od niego, chciałam…
Kochać i być kochaną.
''Byłeś opoką w najtrudniejszych chwilach.''

-Powiesz mi co się stało?- szepnął łapiąc mnie za ramiona. Syknęłam z bólu, co nie umknęło uwadze Tom'a. Jego uważne, pełne obaw spojrzenie jeszcze bardziej mnie dobijało. Ujął moją twarz w ciepłe donie, a widok który na niej zastał przeraził go.- Kto ci to zrobił?- spytał zaciskając szczękę.
-Tom… Proszę, nie pytaj.- wydobyłam z siebie cichą prośbę.
-Ivette masz natychmiast mi powiedzieć kto ci to zrobił.- podniósł głos, a jego barwa przesiąkała złością odbijając się w moich uszach. Przejechał kciukiem po linii mojej szczęki, zahaczając o policzek, a następnie delikatnie odgarnął sweterek z obojczyka.
-Nie mów nic, proszę… Chcę tylko wziąć ciepłą kąpiel.- szepnęłam kładąc dłoń na ustach Gitarzysty.- Daj mi o tym zapomnieć.
Bez słowa odwróciłam się i podążyłam do łazienki. Jasne światło halogenów błysnęło mi po zmęczonych oczach. Machinalnie zrzuciłam z siebie brudne cichu, odsuwając w róg łazienki. Pragnęłam pozbyć się wszystkiego co miałoby przypominać mi wczorajszy wieczór. Chciałam uciec od tego, zapomnieć, zmyć zapach i dotyk tego brutala kolejną kąpielą.
-Ivy. Przyniosłem ręcz…- usłyszałam za plecami wpół urwane zdanie. Przymknęłam oczy, wyobrażając sobie szok malujący się na twarzy Kaulitz'a.
''Marność. Towarzyszy zawsze każdemu, choć nie każdy jest tego świadom.''

Miękkim krokiem podszedł do mnie… Nie, nie do mnie. Do mojego ciała, bo dusza wraz ze świadomością stały tuż obok krzycząc, że ten wrak człowieka to nie jest Ivette Morrison.
-Mój Boże, Ivy…- pogładził moje plecy delikatnie, opuszkami palców. Wywołując tym intymnym gestem nową falę strachu i obrzydzenia do samej siebie. Gest, który powinien sprawiać przyjemność, przyprawiał mnie o ból. Ból psychiczny… Bałam się jego dotyku, mimo delikatności i czułości był on dotykiem mężczyzny… Płci, która wyrządziła mi krzywdę, odebrała mi wszystko, skazała na wieczne potępienie.- Zabije skurwysyna.- dodał zaciskając pięści.

''Z jednej skrajności w drugą. Pragniesz jego bezpieczeństwa i boisz się tego dotyku. Szaleństwo, obłęd.'' 
 
Odwróciłam się, aby ujrzeć jego twarz. Był zły, zdeterminowany, a czekoladowe tęczówki wyrażały bezpieczeństwo. I nagle mój strach zniknął… Spłynął z kolejnymi łzami, a ja znów ufnie wtuliłam się w jego ramiona.
''Kolejny obłęd…''

-Nie płacz Ivy. Proszę cię, nie płacz.- gładził moje potargane włosy, obejmując zmarznięte ciało delikatnym dotykiem.- Choćbym miał iść do piekła i wrócić z powrotem to przysięgam, że nikt więcej cię nie skrzywdzi.- dodał pół głosem całując mnie w czoło.


''I ujrzałem niebo nowe i ziemię nową, bo pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły. ''- Apokalipsa wg św. Jana

~~*~~
Dwa dni później.
Siedziałam na łóżku, tępo wpatrując się w sufit. Cóż za ironia, że w najgorszych chwilach naszego życia to właśnie on staje się naszym najciekawszym obiektem. W każdym bądź razie, po powrocie do mieszkania Tom'a zamknęłam się w jednym z pokoi i nie wychodzę z niego, chyba że sytuacja tego wymaga. Chociaż nie od razu tak się stało, najpierw przepłakałam w jego ramię cały dzień, a on dzielnie to znosił zaciskając z każdą moją łzą mocniej pięści. Stał się prawdziwym przyjacielem, którego nigdy nie posiadałam. Nie pytał, nie naciskał na wyjaśnienia. Po prostu był. Pozwalał się wtulić w silne ramiona, ocierał chusteczką łzy, gładził czule po plecach i prosił, abym się uspokoiła. Szanował również moją prywatność, rozumiał, że potrzebuję być sama, lecz nie w dosłownym znaczeniu. Mimo, iż siedziałam zamknięta w tych cholernych czterech ścianach, a cisza wbijała mi sztylet w zranioną duszę to wbrew temu wszystkiemu czułam się silniejsza, bezpieczna. Bo on był obok, w drugim pokoju. Siedział, jadł, oglądał, był na wyciągnięcie ręki. Jedynie gdzie wychodził to do sklepu i na spacer z psem.
Pukał tylko cicho do drzwi od czasu do czasu i prosił bym coś zjadła. A być może sprawdzał, czy jeszcze ze sobą nie skończyłam?
-Wstawaj.- odbijającą się od ścian bezradność została gwałtownie przerwana przez wtargnięcie Kaulitz'a do pomieszczenia.- No już, wstawaj.- powtórzył podając mi dłoń. Spojrzałam na niego niepewnie, lecz pozwoliłam się podnieść z łóżka. Nie zwracając na mój sprzeciw i okazywaną niechęć na cokolwiek zaciągnął mnie do salonu. Jak każdego wieczoru ciemność oświetlała mała lampka i ogromnych rozmiarów telewizor, który po cichu grał. Stanęłam naprzeciw Gitarzysty próbując odgadnąć z jego zaciętego wyrazu twarzy cóż za głupi pomysł wpadł mu do głowy. Na darmo. Więc tym większe zaskoczenie było, gdy uniósł zgięte w łokciach ręce z wyprostowanymi dłońmi ku górze.
-Wszystko okej Tom?- spytałam patrząc na niego z zaciekawieniem. Boże, co ten człowiek znów wymyślił?
-Uderz.- usłyszałam w odpowiedzi. Myślałam, że się przesłyszałam. Ale zdeterminowanie na jego twarzy uświadamiało mi, że jednak nie.
-Słucham?
-Uderz pięścią w moją dłoń. Jak najmocniej.- powtórzył nawet nie drgając. Westchnęłam cicho, wiedząc iż nie mam innego wyboru. Zacisnęłam dłoń w pięść, zamachnęłam się i uderzyłam. Bez zachwytu uznałam, że Tom nawet tego nie poczuł. Zrobiło mi się głupio… Byłam słaba. Zgarbiłam się uświadamiając sobie, że mój strach zżera mnie nawet w takich chwilach. Czy on właściwie próbuje mnie ośmieszyć?
-Nie, nie.- mruknął podchodząc do mnie. Chwycił moją dłoń i zacisnął ją delikatnie chowając do środka kciuk.- Tak jest lepiej. Większa pewność, że nie połamiesz sobie palców.- dodał, a kącik jego ust uroczo drgnął w pół uśmiechu.- Spróbuj jeszcze raz.- wykonałam jego polecenie i ku mojemu zdziwieniu jego dłoń lekko ugięła się.- Widzisz, o wiele lepiej. Jeszcze raz.
-Tom po co ten cyrk?- mruknęłam opuszczając ręce wzdłuż ciała.
-Masz się nauczyć samoobrony. Skoro ja nie mogę zrobić temu skurwysynowi krzywdy i nie mam pewności, że nie zrobi ci tego po raz kolejny to ty musisz się bronić sama.- w tej chwili moje oczy przybrały rozmiar spodków, a usta otworzyły się w akcie zaprzeczenia, które jednak nie ujrzało światła dziennego. Mam się nauczyć samoobrony? Ja? To chyba jakiś żart.- Nie patrz na mnie jak na wariata. Nie pozwolę cię skrzywdzić drugi raz Ivy. Słyszysz? 
 
''Nie pozwolę cię skrzywdzić. Nie pozwolę. Nie pozwolę.''

-Tom… możemy to odłożyć na… Kiedy indziej. - odparłam zrezygnowana chcąc wrócić do pokoju.
-Znów to robisz.- usłyszałam za plecami. Ton jego głosu był niemalże oskarżający. Spowodował u mnie dreszcze. Nie odezwałam się, czekałam na dalszą część wypowiedzi.- Znów odpuszczasz. Nie walczysz o siebie, wręcz przeciwnie uciekasz. Pamiętasz, gdy powiedziałaś mi, ze nie jesteś tchórzem? Nie jesteś tą marną podróbką człowieka? Wtedy ci uwierzyłem. Miałem nadzieję, że rozpaliłem ten ogień walki w twoim sercu. Ale ty wciąż uparcie wybierasz tę najprostszą drogę Ivy. Wciąż uciekasz, zostawiając część siebie za sobą. Powiedz mi co zrobisz, gdy zaczniesz znikać? Nie będziesz miała szans na pozostawienie kolejnego skrawka duszy przy problemach? Ot tak, przestaniesz istnieć?- zacisnęłam drżące usta w cienką linię, powstrzymywałam ciało od nagłych drgań. Tłamsiłam w sobie wybuch złości. Miał rację, cholerną rację! Lecz ja tak uparcie nie chciałam mu jej przyznać. Byłam tchórzem… Nie miałam nawet odwagi, aby spojrzeć mu w oczy.- Jeżeli nie chcesz walczyć dla siebie, walcz dla mnie. Wygraj życie dla mnie Ivette. Pomogę ci, przecież wiesz, że nie dam ci zginąć.- szepnął obejmując mnie i składając czuły pocałunek na skroni.
-Nie składaj obietnic, których nie będziesz w stanie dotrzymać Tom.- odparłam wysilając się na beznamiętny ton głosu, mimo że cała wrzałam od środka.
-Kto cię tak bardzo skrzywdził Ivy, że próbujesz być taka niedostępna?
-Przestań pieprzyć Kaulitz!- wrzasnęłam wyrywając się z jego objęć i stając z nim twarzą w twarz.- Próbujesz uczynić mnie silną, chcesz zbliżyć się do mnie, ale tylko na swoich zasadach. Już zapomniałeś o zakazie wstępu do swojego życia, który raptem kilka tygodni temu mi wykrzyczałeś? A teraz próbujesz bez pozwolenia wejść w moje? Będziesz mnie teraz niańczył?- zaśmiałam się drwiąco ścierając z policzków łzy.- Chcesz wiedzieć co mnie taką uczyniło? Ludzie, świat, życie! Ja nie miałam takiej szansy jak ty. Mi nie pozwolono uciec monotonnej codzienności, zapomnieć o problemach, które z dnia na dzień dwoją się i troją na mojej drodze. Myślisz, że jak każesz mi uderzać, będziesz próbował nauczyć mnie samoobrony to coś to zmieni? Nie! Nic się nie zmieni. Nie wróci dawna Ivette, ta sprzed lat, nie wróci nawet ta sprzed kilku dni! Ludzie każdego dnia odbierali mi kawałek mnie…. Więc twoja przygłupia taktyka na nic się nie zda, Jim skrzywdził mnie na całe życie, odebrał mi to co najcenniejsze- godność do samej siebie, niewinność. On mnie zgwałcił, rozumiesz?! Więc jak mam zacząć żyć normalnie? No jak powiedz mi do cholery Kaulitz bo kurwa mać nie wiem!- krzyczałam słabnąc z każdym słowem. Nie kontrolowałam się, moje hamulce puściły. I obietnica, którą złożyłam samej sobie ujrzała światło dzienne. Tom nigdy miał się o tym nie dowiedzieć. Widział tylko siniaki, zadrapania, nic więcej nie miało prawa do niego dotrzeć. Teraz w jego oczach stracę resztki szacunku, zniszczę budującą się między nami relację. I on w końcu mnie skreśli, wyrzuci ze swojego życia jak pogniecioną kartkę papieru. Sama wizja tych wydarzeń sprawiła, że upadłam na kolana i opierając się ręką o podłogę zaczęłam łapczywie oddychać. Każdy oddech sprawiał ogromną falę bólu, w głowie huczało od nadmiaru emocji, a ja miałam wrażenie jakby ktoś mi na płuca ułożył ogromny kamień. Czułam jak kropelki zimnego potu spływają po moich plecach. Siłą powstrzymałam zbierające się wymioty, drżące usta układały się w grymas, dłonią próbowałam ścierać kolejne łzy. Panika odebrała mi racjonalne myślenie dopiero w chwili, gdy uświadomiłam sobie, iż nastąpił mój pierwszy nowotworowy krwotok. Zacisnęłam zęby, przymknęłam powieki i modliłam się, aby to wszystko okazało się złym snem.
-Ivette, matko boska, ty krwawisz!- usłyszałam tuż nad sobą. Pokręciłam bezsilnie głową, dlaczego akurat teraz to musi się dziać?- Ivy… Co… co się dzieje? Dzwonie na pogotowie.
-Nie!- podniosłam głos patrząc na niego błagalnie.- Tom proszę, żadnego pogotowia. Zaraz mi przejdzie, muszę tylko… muszę odpocząć chwilę.- dodałam opierając się o kucającego przy mnie Gitarzystę. Był przerażony, widziałam to w jego czekoladowych oczach. Próbował się sprzeciwić, ale ułożyłam głowę na jego kolanach prosząc, żeby nigdzie nie szedł.- Nie zostawiaj mnie, zostań tu ze mną Tom, proszę. Za chwilę wszystko będzie okej.- mruknęłam ściskając jego dłoń. Objął mnie silnym ramieniem i odgarnął z czoła mokre kosmyki włosów.- Wszystko będzie okej.- szepnęłam modląc się, by uwierzyć w te słowa. 
 
''Nie zostawiaj mnie, na pustyni bez Twej dłoni, którą można ścisnąć nocą, Twego głosu, który zbudzi mnie ze snu, Twej miłości, co owinie dzień czułością.'' ~~ Catherine Cookson

czwartek, 29 października 2015

Kartka 009.

Wróciłam.... Mam nadzieję, że na dłużej niż jeden rozdział.
 Jedyne co mogę napisać to... Przepraszam za tak burzliwe ostatnie pół roku. Zniknęłam naglę i pojawiałam się równie nagle.
W każdym bądź razie, przedstawiam Kartkę 009., tym którzy tu pozostali. O ile ktokolwiek jeszcze na nią czeka.


~~*~~

"Another random night ,try to feel alive …''~~ Tokio Hotel-Dancing in the dark
                      Moje życie właśnie tak wyglądało. Od wielu lat próbowałam je poskładać w jedną całość. Próbowałam lecz z negatywnym skutkiem. Każdej nocy układałam sobie w głowie nowe, lepsze etapy życia, by na drugi dzień powrócić do realiów. Próbowałam poczuć, że żyje. Aż do tych paru momentów, w których zaczął pojawiać się on. Lekkoduch, tajemniczy wariat z ogromną siłą przetrwania. Mężczyzna, który wbrew moim zakazom wkradał się w najciemniejsze zakamarki mojego serca i być może nieświadomie wywoływał u mnie przyjemne ciarki i szeroki uśmiech. On najlepszy przyjaciel, najgorętszy kochanek, prawdziwy obrońca. 
  Tyle cech, tyle nieodkrytej dobroci i tajemniczości skryte pod jedną osobą. Jednym imieniem.
Tom.

~~*~~
                      Typowa londyńska pogoda zwisła nad horyzontem stolicy Anglii. Ludzie opatuleni ciepłymi ubraniami garbili się pod kolorowymi parasolami. Nam natomiast ani mżawka, ani chłodny powiew wiatru nie przeszkodził w spacerze po parku. Zwykłe chwile, salwy śmiechu i niepewne muskanie zmarzniętych dłoni.
-Masz ochotę a gorącą kawę?- uśmiechnęłam się do Jima i pokiwałam twierdząco głową.- Chodź znam fajną kawiarnię przecznice stąd.- dodał chwytając moją dłoń.
-Nie pędź tak bo buty pogubię.- roześmiałam się próbując dotrzymać kroku brunetowi.
 Przebiegliśmy przez środek ulicy omijając samochody i śmiejąc się z zdenerwowanych min kierowców. Nim się zorientowałam, wchodziliśmy do ulubionej kawiarenki Jim'a, który niemalże od progu krzyknął do kelnera nasze zamówienie.
-Powiedz mi o tym… jak on ma?- zagadnął siadając na wprost mnie. Ściągnęłam kurtkę i z niesmakiem na niego spojrzałam. Mimo, że od pewnego czasu zbliżamy się z Jimem do siebie to jednak nie chcę, aby wiedział o moich stosunkach z Tomem. O ile takowe w ogóle istnieją…
-Tom.- mruknęłam poprawiając niesforne kosmyki włosów.
-Właśnie. Coś jest między wami?
-Nie. Mmm… Przyjaźnimy się, nie… To za duże słowo. On po prostu pomaga mi stanąć na nogi. Zaopiekował się mną, gdy wszyscy inni się odwrócili.- skwitowałam półszeptem, a kącik ust sam uniósł się ku górze.
-Załóżmy, że ci wieżę.- zaśmiał się mrugając dwuznacznie.- Co zamierzasz dalej robić? Studia, praca, związki, podróże? Masz dużo możliwości.
-Podróże to dobra propozycja. Ale najpierw muszę na nie zarobić.- odparłam posyłając mu smętny uśmiech.
-Mam pomysł!- krzyknął po chwili zamyślenia.
-O matko… Mam się bać?- zaśmiałam się.
-Nie koniecznie. Moja znajoma otworzyła przytulną knajpkę na Harley Street i poszukuje kelnerki. Miłej, uroczej i sympatycznej…
-O nie… Ja już żadną kelnerką nie będę. Znam te przyjemne londyńskie knajpki.- prychnęłam dopijając kawę.
-To porządna knajpka. Kawa, herbata, jedzenie, nie jakiś burdel.- odparł energicznie.- Szukasz pracy, a ja chcę ci pomóc. Zadzwonię do Shopie i umówię was na spotkanie. Co ty na to?- dodał z zapałem.
-No niech będzie.- mruknęłam. Z doświadczenia wiem, że Jim, gdy się już na coś uprze to nie ma zmiłuj się. Także wolałam odpuścić i zgodzić się na ową propozycję.


''With every breath I take, I lose my intuition...''*

~~*~~
                      Kilkanaście dni później moje życie nabrało niespodziewanych obrotów. Zaczęłam pracę, w której polecił mnie Jim, a która- może nie była szczytem moich marzeń- ale przyjemna i lekka. Shopi okazała się naprawdę fantastyczna. Sympatyczna, atrakcyjna brunetka o pełnych kształtach, której uśmiech z delikatnie pulchnej twarzy niemal nie znikał. Roześmiana, dowcipna, lecz w stosunku do pracy konsekwentna i wymagająca. Polubiłam ją od razu.
                      Relacje między mną, a Jim'em nabierały tępa. Każdą wolną chwilę spędzaliśmy razem, poznawaliśmy się na każdych horyzontach myślowych, emocjonalnych. Czułam się jak piętnastolatka, która zadłużyła się w dojrzalszym mężczyźnie. Poczułam się kochana i bezpieczna. Jim na każdym kroku okazywał mi czułość, szacunek, obsypywał mnie kwiatami i komplementami. A na samą myśl o kolejnym spotkaniu serce o mało nie wyskakiwało mi z piersi. Ale nie tylko Jim był źródłem mojego szczęścia. Między mną, a Kaulitz'em zaczęło się poprawiać, a owa ostra wymiana zdań sprzed kilkunastu dni poszła w niepamięć.
-Halo, mówi się do ciebie.- czyjś głos wyrwał mnie z zamyśleń. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że przerwałam w połowie zdania rozmawiając z Tomem o ostatnich wydarzeniach.
-Przepraszam.- odparłam z szerokim uśmiechem.
-Ivy. Powiedz mi…- ściszył głos, jego długie, szczupłe palce objęły moje dłonie. Spojrzałam na jego skupioną twarz, a zmartwienie, które ujrzałam w jego oczach podkreślone blaskiem ognia z kominka zaparło mi dech.- Ufasz mu?

Oniemiałam. Czy on właśnie spytał czy ufam Jim'owi? Jak mogę nie ufać człowiekowi, który… Jest kimś tak ważny w moim życiu? Mężczyzną, o którym myślę każdego wieczoru, każdego poranka. Którego uśmiech rozczula mnie do granic możliwości, w którego ramionach czuje się najbezpieczniej, którego pocałunki są najsłodsze i najgorętsze.


''I remember us
But those feelings are wrong .'' **


-Słucham?- odparłam z goryczą w głosie.- Jak możesz mnie o to pytać Tom?
-Odpowiedz.- nakazał niespuszczająca z mojej osoby świdrującego spojrzenia.
-Ja… Nie rozumiem do czego zmierzasz.- mruknęłam, a moja pewność siebie gdzieś uleciała.
-Kochanie.- szepnął ujmując moją twarz w dłonie- Rozumiem, że jesteś zauroczona, że dążysz do lepszego życia, chcesz być dla kogoś ważna. Każda kobieta pragnie być kokietowana, pragnie poczuć się piękna i atrakcyjna. Ale nie podejmuj decyzji w chwili emocji. Nie mówię, że Jim jest złym chłopakiem, być może będzie nosił cię na rękach i poza tobą nie będzie widział żadnej innej ale… Znam takich facetów. Lecą na ładną buzie, parę komplementów, uśmiechów, namieszają dziewczynie w głowie. Wiem coś o tym, sam taki byłem. Nie chcę cię zniechęcać. Pragnę twojego szczęścia, ale proszę… Bądź ostrożna i rozważna. Nie ufam mu….- ucałował moje dłonie, a na koniec złożył delikatnego całusa na czole.
-Dobrze Tom. Będę uważna.- obiecałam posyłając mu blady uśmiech.

~~*~~
-Shopi ja wychodzę. Miłego weekendu!- krzyknęłam w biegu chwytając ramiączka czarnej torebki.
-Wzajemnie skarbeńku. Do poniedziałku.- usłyszałam nim ciężkie drzwi zamknęły się za mną. Piątkowe popołudnie w odróżnieniu od poprzednich dni zapowiadało się świetnie. Fala ulew, która towarzyszyła londyńczykom w ostatnich tygodniach ustąpiła delikatnym promieniom jesiennego słońca. Dodatkowo rozpoczynający się weekend powodował uśmiechy na twarzach przechodniów. Odetchnęłam głęboko i z błogim spokojem ruszyłam w umówione miejsce spotkania z Jim'em. Dziś miał nastąpić wyjątkowo szalony i ważny dzień. Tom miał poznać mężczyznę, z którym oficjalnie związałam się przeszło tydzień temu. Namówiłam ich obu na wspólny wypad do clubu. Jim oczywiście od razu się zgodził, natomiast z gitarzystą miałam większy problem. Tłumacz się nachalnymi paparazzi i fanami. Lecz po długich moich błaganiach i marudzeniu- nie chętnie- ale się zgodził. Zaproponował nawet, że porwie ze sobą kolegę, który rzekomo przyjechał z nim ze Stanów. Niejakiego Bradleya. Ten pomysł akurat mi się nie spodobał, gdyż tajemniczy Brad wydawał mi się podejrzanym, mimo że nawet go nie widziałam. Ale machnęłam na to ręką i z uśmiechem stwierdziłam, iż to doskonały pomysł. Jak dla mnie na tę spotkanie mógłby zabrać nawet Angelinę Jolie, byleby się na nim pojawił.
-Tak słucham?- po kilkuminutowych męczarniach poszukiwania telefonu z miną zwycięzcy wyciągnęłam go z dna torby.
-Kotku przepraszam cię najmocniej, ale zatrzymali mnie w pracy. Wiesz jaki jest Clair…- usłyszałam w słuchawce strapiony głos ukochanego.
-Och… No dobrze. Nic się nie stało. Wrócę prosto do domu.- odparł spokojnie chcąc pozbyć się wyrzutów sumienia Jima- widzimy się wieczorem?- dodałam uśmiechając się do siebie.
-Oczywiście malutka. Już nie mogę się doczekać.- roześmiałam się wyobrażając sobie figlarne spojrzenie bruneta.- Muszę już kończyć, Mad biega po całej kawiarni i tylko na mnie wrzeszczy. Buziaki.- nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć w słuchawce rozbrzmiał się charakterystyczny dźwięk, świadczący o zakończeniu połączenia. W mojej głowie wciąż brzmiał strapiony głos Jima połączony z stukotem szpilek Mad.

Zakochany człowiek nie dostrzega wad w drugiej osobie.
Nawet jej kłamstwa wydają się być idealną, nieskazitelną prawdą…

                      Do mieszkania wróciłam za dwadzieścia czwarta. Odwiesiłam biały płaszcz, a ze stóp zrzuciłam czarne botki na płaskiej podeszwie. Rozejrzałam się po salonie, w którym panował istny chaos. Odkąd zamieszkałam u Toma wciąż toczyłam z nim bitwę o porządek. Tak drogie panie, chodzący ideał i facet dbający o samego siebie jak mało który jest totalnym bałaganiarzem. Można powiedzieć, że gdzie stoi tam automatycznie robi się bajzel. Natomiast jego sypialnia wygląda jak gdyby przeszło przez nią tornado. Ale nawet bałagan i głucha cisza, która coraz częściej witała mnie od progu nie zdołały zepsuć mi doskonałego humoru. Podwinęłam rękawy luźnej bluzki i zabrałam się za sprzątanie.


                      Kochany, życie z Tobą nie było łatwe. Nie ze względu na Twoją rozpoznawalność, bądź moją zazdrość dotyczącą każdej kobiety, która do Ciebie podchodziła.
 Jesteś… Byłeś bo być może zmieniłeś się nie do poznania. Byłeś niesamowicie trudnym człowiekiem, którego poznawałam każdego dnia żyjąc u Twojego boku. Tajemniczy, zamknięty we własnym świecie, do którego dopuściłeś mnie po długim czasie. Dopiero w chwili przekroczenia niewidzialnej linii dzielącej mnie od Twoich ideałów, mur między nami zniknął.
Wtedy nić porozumienia stawała się coraz grubsza. Sprawiałeś, że godzina stawała się minutą, a sekunda bez Ciebie dręczącą wiecznością.
 Każdego dnia stawałeś się kimś więcej, a ja starałam się jak mogłam, aby dostrzec w Twoich oczach uznanie mojej osoby. Stałeś się spełnieniem fantazji, romantycznym kochankiem, a z czasem opoką i towarzyszem życia. Przy Tobie zapominał czym jest strach i że z dnia na dzień umiera bezpowrotnie kolejna cząstka mnie…
Kochałam Cię za wszystko. Za każdy najmniejszy błąd, wadę, troskę, bezpieczeństwo. Byłeś i wciąż pozostajesz miłością mojego życia. Chociaż pozostawiłam Cię z tyloma niewyjaśnionymi kwestiami.
Być może to ja byłam trudna?
 Mam tylko nadzieję, że kiedyś wybaczysz mi wszystkie moje błędy. Będziesz szczęśliwy, beztroski, porzucisz wszelkie problemy. Stać Cię na to, zasługujesz na spokojne życie.
Natomiast ja…
 Mnie nie czeka już nic. Całe dobro, którego miałam doznać w życiu zawarte było w Tobie.

~~*~~
                      Za oknami robiło się już szaro, a Londyn zaczął zatapiać się w blasku gwiazd. Zegar wybił godzinę wpół do ósmej, a ja wciąż byłam nie zdecydowana w czym na pewno będę dobrze wyglądać. Biegałam po domu jak poparzona przebierając między górą ubrań, a dodatkami. Jim miał zjawić się raptem za pół godziny, w duchu dziękowałam że Kaulitz w końcu zawitał w progu mieszkania.
-Mam nadzieję, że chociaż tym razem wystroiłaś się dla mnie.- usłyszałam tuż przy uchu. Uśmiechnęłam się niepewnie i odwróciłam się przodem do Tom'a aby skonfrontować jego późne przybycie, które oczywiście stało się jednym ze źródeł mojego zdenerwowania. Lecz zapach perfum odebrał mi trzeźwość myślenia, a sam wygląd gitarzysty o mało nie zwalił mnie z nóg.
-Dobrze wyglądasz.- odchrząknęłam speszona faktem, iż Kaulitz z uwagą przypatrywał się, gdy dosłownie pożerałam go wzrokiem. Czy on nawet w zwykłej białek bokserce i koszuli musi tak cholernie męsko wyglądać!?
-Ty również.- odparł wędrując spojrzeniem od nóg wyeksponowanych w czarnych szpilkach, po biodra i zatrzymując się bezpardonowo na biuście przybranym w czerwoną koronkę sukienki, na którą padł wybór. Zwilżył usta, zahaczając seksownie o kolczyk tym samym przyprawiając mnie o falę gorąca.- Pomóc ci z tym wisiorkiem?
-T-t-tak.- mruknęłam karcąc się w myślach.- Jakbyś mógł dopiąć mi sukienkę, bo za nic nie mogę zapiąć tych guziczków.- dodałam odwracając się.
 W tym momencie uświadomiłam sobie, że Kaulitz musi być świetnym manipulatorem oraz kochankiem w jednym. Jak na złość jego silna dłoń powoli przejechała po moich nagich plecach wzdłuż kręgosłupa wywołując u mnie gęsią skórkę. Zatrzymał się tuż przy zapięciu na wysokości bioder. Czułam jak jego szczupłe palce szybko radzą sobie z zapięciem sukienki i po chwili wracają ku górze, aby dotrzeć do mojego karku i subtelnie odgarnąć z niego długie włosy. Po raz kolejny nakrzyczałam na siebie w myślach, lecz ciepły oddech Tom'a i pewny uśmiech odbity w lustrze zaczął mi chyba odbierać świadomość.
-Naprawdę zazdroszczę mu takiej kobiety.- mruknął poprawiając srebrny naszyjnik.- Pięknie wyglądasz.- dodał składając na mojej szyi delikatny pocałunek. Zadrżałam, a próba opanowania się spełzła na niczym.
-Jim zaraz przyjedzie.- odparłam cicho spoglądając w odbicie czekoladowych tęczówek mężczyzny.
-Powiedziałaś to w taki sposób, jakbyśmy robili coś złego, a on miałby nas na tym przyłapać.- cichy śmiech z nutą chrypki dobiegł do moich uszu, a ja poczułam się niezręcznie.
Co ty sobie wyobrażasz Morrison?!
                      Tę dość… intymną sytuację przerwało pukanie do drzwi. Tom powoli odsunął się ode mnie i poszedł otworzyć. Miałam chwilę czasu, aby wziąć kilka głęboki wdechów co miało pomóc mi w uspokojeniu emocji. Nim jednak zdobyłam się na wyjście z łazienki minęła dłuższa chwila, a panowie zdążyli się już zapoznać.
-Długo każesz na siebie czekać kochanie.- zagadnął wesoło Jim całując mnie soczyście.
-Przepraszam, poprawiałam… fryzurę.- mruknęłam uśmiechając się cierpko
-To co idziemy?- do rozmowy wtrącił się gitarzysta.
-Idziemy. Ale… Twój kumpel nie miał iść z nami? Ivy mówiła…
-Przyjedzie na miejsce. Musi jeszcze pewną sprawę załatwić.- skwitował Tom tonem nie znoszącym dalszej konwersacji.


                      Czterdzieści minut później siedzieliśmy już w clubie popijając drinki. Na sali rozbrzmiewał ''Get Right'' Jennifer Lopez, a ludzie szaleli na parkiecie obijając się jeden o drugiego. Rozluźniłam się nieco, natomiast zaistniałą sytuację między mną, a Tom'em próbowałam puścić w niepamięć. Tłumaczyłam to sobie jako wytwór wyobraźni. Silne ramię Jim'a obejmujące mnie w pasie dodało mi pewności, lecz w dalszym ciągu unikałam spojrzenia gitarzysty. Panowie chyba się polubili, bo zacięcie o czymś dyskutowali, gdy tymczasem ja siedziałam cicho kurczowo ściskając dłoń Jim'a.
-Wszystko w porządku?- spojrzałam na siedzącego obok zatroskanego bruneta i niepewnie pokiwałam głową.- Mało rozmowna jesteś. Coś się stało?
Tak. Siedzący na wprost ciebie Tom Kaulitz swoją osobą sprawia, że przestaje trzeźwo myśleć…
-Źle się czuje.- skłamałam wytrzymując wzrok Jim'a.
-Chcesz wrócić do domu?- w uszach rozbrzmiał mi kawałek Beyonce i Jay-z ''Crazy in love''
-Chcę zatańczyć.
-Ja nie tańczę. Nie potrafię, zrobię z siebie pośmiewisko.- odparł brunet. Spojrzałam na niego błagalnie.- Może Tom z tobą zatańczy.- dodał przenosząc wzrok na naszego towarzysza.
-Jasne. Z chęcią.- przymknęłam powieki. Na samą myśl bliskości z Kaulitz'em zrobiło mi się gorąco.
Ruszyliśmy w stronę parkietu, chwyciłam jego dłoń aby nie zgubić się w tłumie.
-Ostrzegam, że tańczysz z najlepszym tancerzem w całych Niemczech.- skwitował Tom zabawnie poruszając brwiami. Mimowolnie zaśmiałam się i przylgnęłam do jego zbudowanego ciała.
-Ostrzegam, że tańczyłam zawodowo.- powiedziałam, co wywołało u gitarzysty nie lada zdziwienie. Postanowiłam dać popis swoich możliwości i udowodnić mu, że gdy chodzi o taniec przestaje być małą przestraszoną Ivette.
                      Tak, zdecydowanie taniec był moją pasją. Tańczyłam odkąd pamiętam, lecz od śmierci rodziców przestałam odnajdywać w nim radość. Dopiero teraz, po przeszło pięciu latach znów poczułam tę wolność. Wbrew pozorom Tom okazał się dobrym partnerem, co ułatwiło mi taniec. Wiłam się przy nim niczym rozpuszczona wstążka na wietrzę, jego dłonie krążyły po moim ciele, a ja subtelnie ocierałam się o niego. Całkowicie zapomniałam o tych wszystkich ludziach, zapomniałam, że Jim siedzi nieopodal i nie wypada mi się tak zachowywać. Ale rytm muzyki i cholernie seksowne spojrzenie Kaulitz'a sprawiło, iż zapomniałam o realiach. Liczyliśmy się tylko my. Do momentu, aż utwór się skończył tkwiłam w innym, wykreowanym przez nas świecie.
-Gdzie się nauczyłaś tak tańczyć?- spytał zachwycony Tom. Wzruszyłam zabawnie ramionami podążając w stronę naszego stolika. Dopiero napotkane przeze mnie smutne, a zarazem zdenerwowane spojrzenie Jim'a wywołało u mnie wyrzuty sumienia. Reszta wieczoru nie była już tak przyjemna, na jaką się zapowiadała kilka godzin wcześniej. Razem z Tomem sączyliśmy dopiero drugiego drinka, za to mój mężczyzna nadrabiał za całą naszą trójkę.
-No tak, chyba na tym zakończymy nasz wieczorek zapoznawczy.- skwitował z przekąsem Tom spoglądając na lekko pijanego Jim'a. Westchnęłam ciężko. Nie tak miał ten wieczór wyglądać…- Wracasz do domu?
-Nie. Odprowadzę go i zostanę u niego na noc. Nie chcę, żeby coś mu się stało.- odparłam, na co gitarzysta pokiwał z niezadowoleniem głową.
-Rozumiem. Miłej nocy.- dodał, gdy wyszliśmy z clubu i odszedł.


~~*~~
                      Dobrą godzinę później weszliśmy do skromnego mieszkania Jim'a, w którym byłam po raz pierwszy. Cieszyłam się, że mężczyzna był na tyle świadom, aby mnie do niego pokierować. Usadziłam go na kanapie i sama padłam obok ze zmęczenia.
-Jestem żałosny jak się napiję.- usłyszałam.
-Nie przesadzaj. Ja wyglądam gorzej.- skwitowałam na co oboje się roześmialiśmy.
-Kocham cię Ivy.- mruknął wtulając się we mnie. Gorący oddech wymieszany z wonią alkoholu ogrzał mój kark, powodując niemiły dreszcz. Siedziałam bez ruchu, aż do chwili, gdy chłodne dłonie Jim'a zaczęły wdzierać się pod moją sukienkę.
-Jim. Możemy zacząć te pieszczoty, gdy będziesz trzeźwy?- spytałam wstając gwałtownie z kanapy tym samym wyrywając się z objęć mężczyzny.
-A co to za różnica?
-Różnica. Bo jesteś pijany i śmierdzi od ciebie jak z gorzelni.- mruknęłam wchodząc do kuchni.
-Oj Ivy nie rób z siebie takiej świętej.- przycisnął mnie do ściany.- Nie mów, że nie lubisz niegrzecznych chłopców.
-A czy ja mówię, że nie lubię? Po prostu chcę, abyś wytrzeźwiał.- próbowałam załagodzić sytuację, która coraz mniej zaczynała mi się podobać.
-A ja chcę ciebie, tu i teraz.- mruknął zaciskając dłonie na moich pośladkach.
-Jim!- krzyknęłam odpychając go od siebie.
-Co? Temu…. Jak mu tam…. Kaulitz'owi nastawiasz, a własnemu facetowi nie chcesz dać?
-Słucham?!- zdębiałam. Czy on właśnie zarzucił mi…
-No tylko mi nie mów, że cię nie bzyka bo nie uwierzę!- wrzasnął przyciągając mnie za nadgarstek.- A skoro on to i ja.
-Jim o czym ty mówisz!? Nie spałam z nikim od dobrych trzech lat.
-Nie pieprz bzdur tylko się rozbieraj.- powiedział opierając się o blat mebli kuchennych.
-Wychodzę.- orzekłam drżącym głosem. Nachalność oraz siła jaką dysponował Jim zaczęła mnie paraliżować. Widziałam jak z każdą sekundą jego oczy coraz bardziej zwężają się, a idealnie wykrojone mięśnie napinają. Strach zaczął wdzierać się w każdą najmniejszą komórkę mojego ciała, a w głowie huczało mi od nadmiaru myśli. Niemal sztywna odwróciłam się plecami do bruneta i jak najspokojniejszym krokiem pragnęłam uciec z mieszkania. Zdawałam sobie sprawę, iż każdy najdrobniejszy, niesprecyzowany ruch może mnie kosztować wybuchem tykającej bomby jaką był aktualnie Jim.
-Wyjdziesz. Owszem, ale dopiero za… godzinę. Sądzę, że zdołamy się wyrobić.- chwycił mój nadgarstek i siłą odwrócił mnie przodem do siebie.- Bądź grzeczną dziewczynką, nie chcę ci z tej uroczej twarzyczki zrobić worka treningowego.- dodał uśmiechając się dziko.
I przysięgam Ci miłość oraz szacunek…
Kłamca.


~~*~~
                      Nieopisany strach i obrzydzenie do własnej osoby.
To czułam, gdy siedząc w brodziku kabiny dławiłam się łzami. Próbowałam zmyć ślady zbrodni z własnego ciała, gdy tuż obok w pomieszczeniu spał mój oprawca.
Boże szukałam Ciebie, bo stałeś się dla mnie pomocą…
 Chłód ogarnął mnie zewsząd, gdy nago stanęłam na błękitnych kafelkach. Spojrzałam w ogromne lustro i przestraszyłam się. Szczupłe ciało zgarbiło się próbując zasłonić swoją marność, mokre włosy przylgnęły do bladej twarzy, którą okalało kilka siniaków, a oczy nie wyrażały nic. Jak gdyby pozbawiono ich jakikolwiek emocji. Zamrugałam, aby pozbyć się tego odbitego obrazu, lecz on nie chciał zniknąć. Już nie przypominałam tej rumianej Ivette sprzed siedmiu bądź ośmiu lat, nawet tej sprzed kilku godzin.
 Bolał mnie każdy skrawek ciała, bolała naiwność, bolała dusza…
 Jeden mężczyzna, na pozór idealny, w jednej chwili przeistoczył się w bestię bez uczuć. Zrujnował plany na lepszą przyszłość, a piękne chwilę wymazał za jednym uderzeniem.
Jak to jest możliwe? Jak mogłam być taka głupia i dziecinnie naiwna?
A Ty zrzuciłeś na mnie cierpienie.
Po raz kolejny przegrana wyszłam z mieszkania.
''-Nie ufam mu.
-Będę uważna.''


-Dlaczego musiałeś mieć rację? Dlaczego Cię nie posłuchałam!
Gunnersbury Cemetery, głucha i pochmurna noc, nagrobek z nazwiskiem Morrison.
-Mamo tak bardzo mi Cię brakuje…
I ona. Okradziona z szczęścia, bezpieczeństwa, ostatnich resztek własnej godności. Odebrał jej nawet najcenniejszą rzecz- nietykalność i kobiecość.
Gdzie jesteś Boże?


__________________________________________________________ 

*,**- Tokio Hotel Dancing in the dark
***- cmentarz wybrany losowo przez autora

czwartek, 3 września 2015

Kartka 008.



Znów jestem z nowym rozdziałem ;). Tym razem długo nie kazałam wam czekać.
Chciałam dodać go w pierwszy dzień września z okazji 26 urodzin bliźniaków, lecz doszłam do wniosku, iż kartka 008 potrzebowała jeszcze małych dopracowań. I ot jest! :)




~~*~~
‘’ No one knows how you feel
No one there you’d like to see
The day was dark and full of pain.’’~~
Tokio Hotel- By your side

Minął tydzień odkąd oficjalnie zamieszkałam u Tom’a. Pierwszy tydzień od wielu miesięcy, w którym prawdziwie się uśmiechałam. Pierwszy, w którym czułam się wolna i niezależna… cholernie szczęśliwa. I zarazem kolejny, w którym umierałam, pogrążałam się we własnych kłamstwach i niedopowiedzeniach.
Dzień zaczął się jak pozostałe siedem. Była ósma rano, a ja od dwóch godzin siedziałam przy stole i pijąc herbatę wyglądałam przez okno zatapiając się we własnych myślach. W dłoni trzymałam długopis, a przede mną leżała śnieżnobiała kartka papieru wraz z słownikiem do języka niemieckiego.

Tom. Byłeś jedynym człowiekiem, który wyciągnął pomocną dłoń. Byłeś za każdym razem, gdy w moim sercu rodził się strach, a w oczach błyszczały łzy. To Ty siedziałeś z paczką chusteczek i tuliłeś mnie do siebie, to w Twoje ramię się wypłakiwałam, to Ty wciągu tygodnia dowiedziałeś się o mnie więcej, niż moja własna rodzina przez całe życie. Kto by pomyślał? Tom Kaulitz, znany niemiecki gitarzysta, facet, którego pragnie miliony kobiet. Ten sam Tom, o którym mówi się, iż jest cholernie arogancki, pewny siebie, władczy, żądny posłuszeństwa. Cholerny bogacz, łamacz kobiecych serc, Casanova.
Okazuje się, że… jest najzwyklejszym facetem. Pełnym sprzecznych uczuć, trochę gadatliwym, tajemniczym, z masą problemów na głowie. Facetem, który okazał się dla mnie jak ojciec i przyjaciel w jednym. Czułym, troskliwym, wywołującym uśmiech na mojej twarzy. Mężczyzną, który postawił mnie na nogi, rzucił blask na szarość mojego życia, który dawał siłę każdego dnia. Był opoką w trudnych chwilach, udowadniał mi, że mogę być kimkolwiek tylko zechcę, mogę osiągnąć co tylko będę chciała. Uparcie twierdził, że życie nie jest złe, tylko trzeba wiedzieć jak powinno się je obracać w dłoniach.
Był, jest moim ideałem. Miłością mojego życia, którą perfidnie okłamywałam. 


‘’-Wiesz, jesteś całkiem inny niż się spodziewałam.
-Co masz na myśli?
-Mówią, że jesteś człowiekiem, którego cechuje arogancja i pewność siebie. Niemiecki Casanova zmieniający kobiety jak rękawiczki.
-A ty? Wierzysz w to?- szepnął tuż przy moim uchu.
-Wierze w to co widzę.- odparłam odwracając się twarzą do gitarzysty.
-To dobrze. Bo widzisz…. Show-biznes jest jak niewdzięczna kochanka. Przez wiele lat żyłem w przekonaniu, że ten bogaty gnojek, którego wykreowali producenci jest naprawdę mną. Ale to się zmieniło.’’



-Dzień dobry.- zaspany głos gitarzysty brutalnie wyrwał mnie z rozmyślań.
-Hej.- mruknęłam spoglądając na niego. Stał oparty o framugę drzwi od swojej sypialni. Z rękoma skrzyżowanymi na klatce piersiowej. Kilkudniowy zarost idealnie współgrał  z ostrymi rysami twarzy, a długie do ramion włosy związane w luźny kucyk dodawały mu męskości. Natomiast świetnie wyrzeźbione ciało, pokryte kalifornijską opalenizną wywoływały u mnie przyjemne dreszcze. Odwróciłam speszony wzrok, gdy zdałam sobie sprawę, iż Tom bacznie się mi przygląda.
-Co chciałabyś dziś robić?- zagadnął wyciągając mleko.
-Pojadę do swojego mieszkania po trochę ciuchów, nie mogę cały czas chodzić w twoich koszulkach.- podeszłam do zlewu i wsadziłam kubek po malinowej herbacie.
-Pojadę z tobą.- zaoferował się sięgając po chleb.
-Dam sobie radę Tom. To tylko kilka ciuchów. Tylko chciałabym się wykąpać przed wyjściem i doprowadzić się do… w miarę normalnego wyglądu, żeby ludzie ode mnie na ulicy nie uciekali.- odrzekłam lekko się uśmiechając.-Mogę skorzystać z prysznica?
-Kochanie czy ja ci zamykam łazienkę na klucz? Jesteś tu od tygodnia i nie możesz wbić sobie do tej uroczej główki, że bez pytania masz korzystać tu ze wszystkiego?- spytał gryząc kanapkę i krzywiąc się po chwili.- Podasz mi sól? Górna szafka, druga od lewej.
-Jesteś pewny, że druga od lewej?
-Tak, a czemu pytasz?- nim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć Tom stał tuż za mną. Raptem kilka małych centymetrów dzieliło mnie od otarcia się o nagi tors, czułam jego ciepły oddech na karku, a zapach męskich perfum po raz kolejny zawrócił mi w głowie.- Dziwne, byłem pewny, że tu trzymam sól.- dodał drapiąc się po głowie.- Trudno.- wzruszył ramionami i chwycił talerz z kanapkami.
Zaśmiałam się cicho i zniknęłam w łazience.

~~*~~
Po godzinnym prysznicu wyszłam z zaparowanej łazienki w ciuchach, które miałam na sobie idąc tydzień wcześniej do klubu. Włosy upięłam w wysoki kucyk i tylko lekko podkreśliłam oczy kosmetykami, które miałam w torebce. Relaks, który dziś sobie zaserwowałam sprawił, iż poczułam się o niebo lepiej. Być może nie wyglądałam jak modelki z okładek tabloidów, ale moja psychika się wzmocniła. Mięśnie się rozluźniły, stres na razie wyparował, a ja czułam się świetnie. Nawet fakt, iż czeka mnie dziś kolejna nieprzyjemna wizyta u lekarza nie popsuł mi humoru.
Rozejrzałam się po mieszkaniu w poszukiwaniu Kaulitz’a, który jak się okazuje lubi znikać nie informując o tym. Moją uwagę przykuła leżąca na stole kartka.

‘’Wyszedłem na dłuższy spacer z psem.
Mam nadzieję, że trafiłem z gustem i prezent Ci się spodoba.
schönen Tag Sweety :)
T.’’

Odłożyłam kartkę na bok i skupiłam się na otwartym słowniku, który godzinę wcześniej zostawiłam. Niebieskim długopisem podkreślone były ostatnie słowa z listu Tom’a. Uśmiechnęłam się pod nosem.
-Prezent. Jaki prezent?- mruknęłam wracając do zdania z wiadomości. I dopiero wtedy spostrzegłam leżącą na skórzanej kanapie niespodziankę.
Idealnie dopasowany komplet. Jasne jeansy, zwykły dopasowany T-shirt w białym kolorze, czarna skórzana kurtka i szpilki w tym samym odcieniu. Całość kreacji zamykał apaszka a’la komin w kwiatowe wzory oraz bransoleta o złocistej barwie. Wyglądało idealnie, aż z wrażenia pisnęłam, a moje oczy powiększyły się dwukrotnie. Gdyby ktoś powiedziałby mi, iż mężczyźni nie mają gustu wyśmiałabym go. Chyba, że trafiłam na wyjątkowego znawcę, bo Kaulitz doskonale trafił zarówno z kolorami i dodatkami oraz z rozmiarem.
Po dobrych dwudziestu minutach stanęłam przed lustrem, a widok w nim o mało nie przyprawił mnie o zawał serca. Nie skromnie stwierdziłam, iż wyglądam świetnie. Wytarte na kolanach spodnie fantastycznie opinały moje zgrabne nogi i pupę, a zwykła biała podkoszulka eksponowała dekolt. Stonowania dodała skórzana kurtka i dodatki tworząc genialną całość. Z szerokim uśmiechem wyszłam z domu kierując się do kliniki. Miałam wrażenie, że swoim dobrym humorem przyciągam spojrzenia wszystkich przechodniów. Dzięki gitarzyście pierwszy raz od wielu lat poczułam się dobrze we własnej skórze.

‘’Niespodzianki sprawiają, że życie jest możliwe.’’~~ Ursula K. Le Guin


~~*~~
Kilka dni później 

Wracałam piechotą z ‘’SweetDreams’’, z którego odebrałam swoją pierwszą i zarazem ostatnią wypłatę. Z racji tego, iż Chris płacił za miesiąc pracy, a nie tygodniówki otrzymałam 1700 funtów. Przedłużałam to spotkanie ile mogłam, bojąc się spojrzeć w twarz byłego szefa. Lecz żyć z czegoś musiałam, a raczej musiałam mieć z czego dołożyć Tom’owi do własnego utrzymania. Także zadowolona szłam tłoczną ulicą kierując się w stronę parku, aby znaleźć cichy kąt i w spokoju odetchnąć oraz przeanalizować po raz tysięczny swoje życie.
-Przepraszam Panią.- poczułam jak o moje kruche ramię uderza czyjś umięśniony bark. Odwróciłam się z irytacją wymalowaną w oczach.- Ivy? To ty?- i nagle moje spojrzenie złagodniało, a na twarz wpłynął szeroki uśmiech.
-Jim! Jak się cieszę, że cię widzę.- pisnęłam rzucając się na szyje bruneta.
-Matko,  co się z tobą działo?- spytał odwzajemniając mój uścisk.
-Ech, dużo by opowiadać.- skwitowałam z niesmakiem.
-Mam dużo czasu. Dasz się zaprosić na kawę?- odparł puszczając mi oczko.
-Ty podrywaczu, nic się nie zmieniłeś.- powiedziałam przez śmiech- Jasne, kawa i duże ciacho, ale nie dziś Jim’y. Możemy jutro gdzieś wyskoczyć.
-Nie ma sprawy. Zadzwonię jutro koło siedemnastej.
-Będę czekała. Do jutra.- ucałowałam go na pożegnanie i ruszyłam w stronę mieszkania Kaulitz’a, a radość rozrywała mnie od środka.

~~*~~
Od rana biegałam jak poparzona. Od salonu do łazienki i z powrotem. Przekładałam ciuchy z jednej na drugą stronę próbując cokolwiek dopasować. Nie wiadomo dlaczego cholernie denerwowałam się popołudniem z Jim’em, dodatkowo nie spałam zbyt dobrze. Przez całą noc kręciłam się z boku na bok nasłuchując ciężkich kroków zza drzwi, które miałby świadczyć o przybyciu Tom’a. Wyszedł tylko na spacer z psem, a wrócił dopiero nad ranem nawet nie przejmując się faktem, że mogę się martwić. Gdy około dziewiętnastej wróciłam do domu, a jego nie było nie zdziwiłam się. Zapewne chciał pobyć trochę sam z własnymi myślami. Lecz w momencie wybicia przez zegar godziny dwunastej zaczęłam się niepokoić. Próbowałam się do niego dodzwonić, ale okazało się, iż pan i władza wyłączył komórkę, także mogłam jedynie nagrać się na pocztę głosową co uznałam za zbędne. I tak zapewne by nie odsłuchał wiadomości. Dopiero po pierwszej raczył napisać sms, który ani mnie nie uspokoił, a tym bardziej nie nasycił mojej ciekawości, wręcz przeciwnie wydawał mi się dziwny… W każdym bądź razie jedno jest pewne- szanowny pan Kaulitz łgał jak z nut.

‘’Jestem u… kolegi. Mam klucze, zamknij się dobrze na noc.
T.’’

Po prawie trzech godzinach udręki stanęłam przed lustrem gotowa do wyjścia. Wybór trafił na tradycyjną ‘’małą czarną’’ z białym żakietem, delikatny pastelowy makijaż i bezbarwny błyszczyk. Spojrzałam na kremowy zegarek na prawym nadgarstku, westchnęłam ciężko uświadamiając sobie, iż dopiero za dobre dwadzieścia minut powinnam wyjść z domu. Nie chcąc się tłumaczyć w jaki sposób i za jakie pieniądze uwiłam sobie kącik w najdroższym apartamentowcu w całym Londynie, poprosiłam Jim’a, aby podjechał pod park, w którym na siebie wpadliśmy.
-Sądzę, że to nie dla mnie się tak wystroiłaś?- męski głos rozniósł się po pomieszczeniu, a ja ze strachu aż podskoczyłam. O framugę drzwi z sypialni opierał się zaspany Tom, któremu w ogóle nie przeszkadzało, że pożera mnie wzrokiem tym samym krępując moją osobę.- Mogę wiedzieć co to za szczęściarz?
-Od razu szczęściarz.- machnęłam dłonią uśmiechając się- to tylko kolega z poprzedniej pracy, Jim.
-Yhym… Kolega? Dlatego jesteś cała w skowronkach?- dopytywał kierując się do kuchni. Zdębiałam, naprawdę to tak widać?
-Ja… wcale, Tom… To tylko kolega.- podążyłam za nim.
-Ależ oczywiście. Tylko kolega.- odparł opierając się o blat. Widziałam w jego oczach rozbawienie, najwidoczniej bawiła go ta cała sytuacja.
-A ty? Gdzie byłeś?- zmieniłam tor naszej rozmowy. Stanęłam na wprost gitarzysty krzyżując ręce na piersiach i wbiłam w niego swoje ciekawskie spojrzenie.
-U kumpla.- wiedziałam, że kłamie.


‘’Uwierzyłam we wszystkie słodkie kłamstwa, które mi powtarzałeś. Nawet w te, które były irracjonalne, tylko dlatego, że bałam się samotności… Bałam się, że odjedziesz i zostawisz mnie samą.
Mój idealny kłamco.’’


-Możesz nie kłamać? Tom odkąd jesteś w Londynie nie wychodzisz praktycznie nigdzie, więc u jakiego kumpla byłeś co?
-Przyjechał ze mną ze Stanów.- odparł z lekkością dopijając pomarańczowy sok.
-Ze Stanów.- mruknęłam kręcąc z niedowierzaniem głową. Wiem, że to nie powinna być moja sprawa. Jest dorosły, może robić co mu się żywnie podoba. Ale martwiłam się o niego, tym bardziej, że ta cała historyjka szyta była grubymi nićmi. Ewidentnie nadciągała jakaś burza, która wniesie chaos w jego życie.- Ciekawe, że ani razu o nim nie wspomniałeś. Przez ponad tydzień nawet nie przyszedł.- dodałam unosząc zwycięsko spojrzenie.
-Posłuchaj, to, że pozwoliłem ci mieszkać w moim mieszkaniu nie upoważnia cię do tego, abyś wpierdalała się w moje życie! Gdzie chodzę, z kim i co robię jest moją sprawą. Radze ci, żebyś nie wchodziła mi w drogę bo może to się źle skończyć. Czy wyraziłem się jasno?!- krzyknął szarpiąc mnie za łokieć. Stanęłam jak sparaliżowana. Patrzyłam na niego i miałam wrażenie, że przede mną stoi ktoś zupełnie obcy. Nie mężczyzna, który uratował moje życie, który wyciągnął mnie z kompletnego bagna, to nie był Tom, który bez mrugnięcia okiem zabrał do siebie na utrzymanie.
Do tej pory łagodny i spokojny głos z lekką chrypką był ciężki i chłodny jak stal, która cięła mój policzek. Spojrzenie jakim mnie uraczył było zimne, powodowało strach, a siłą udowodnił swoją wyższość oraz władzę. Brutalnie przypomniał mi, że jestem tylko mało ważnym gościem w jego życiu.

‘’I od tamtego momentu zaczęliśmy się prawdziwie poznawać, lecz między nami pojawiła się przepaść, która zgubiła nas oboje…’’

-Aż za.- mruknęłam wyrywając się. Chwyciłam torebkę i klucze, które z pogardą rzuciłam pod nogi gitarzysty. Obrzuciłam go przelotnym spojrzeniem nim wyszłam pozostawiając po sobie echo stukotu szpilek.
-Ivy. Poczekaj!- usłyszałam za sobą. Nie odwróciłam się, weszłam do windy i drżącą dłonią nacisnęłam guziczek.- Ivette! Ja nie chciałem…

Ostatni obraz z tego domu. On stojący w drzwiach z bólem w oczach. Żałował

Pamiętam, gdy życie było sielanką. Chociaż nasze początki wcale nie były łatwe, a problemy przeplatające się były jak czarna dziura, wyrocznia naszego życia. Obiecaliśmy sobie już z początku, że nigdy nie porzucimy siebie, zawsze będziemy trwać. Wbrew wszystkim, wszystkiemu. Byliśmy jednością, byliśmy ponad to wszystko. I czasem miałam wrażenie, że nas problemy już nie dotyczą. Bóg postawił je na naszej drodze, pokonaliśmy je i mieliśmy być szczęśliwi. Lecz życie jest kwestią przemijania, podobnie jak wszystkie inne emocje, uczucia, przywiązania, zdarzenia, momenty.
Tak i my w końcu przeminęliśmy. Ja przeminęłam.
Pamiętam naszą miłość, której przecież miało nie być. Miłość, która z każdej strony napotykała opór. A jednak potrafiliśmy ją pielęgnować.
Dziś siedzę przy zapalonych trzech świeczkach o zapachu pomarańczy, które uwielbiasz. Przed sobą mam kartkę i długopis, a Twoje zdjęcie wiernie stoi tuż obok. Ilekroć na nie spoglądam uśmiechem się przez łzy, a z każdym razem wraca nowe, dobre wspomnienie powodując okropny ból, fizyczny ból, który paraliżuje mnie. Odbiera oddech, racjonalne myślenie, powoduje pustkę i kompletną ciemność.
Twój brak z każdym dniem odbiera mi chęć do życia… Zabrania mi być szczęśliwą, nie pozwala zapomnieć.
Powiedz, co się stało z nami? Co stało się ze mną? W którym momencie pędu za lepszym życiem zgubiłam Twoją dłoń?

______________________________________________________________________________
Unnecessary- owszem wena jest niewdzięczną kochanką. Ale musimy sobie z nią radzić :). Widzę, że pozostawiłam po ostatnim rozdziale małą tajemnicę. Tym samym przyczyniając się do zrodzonych w Twojej głowie pytań :D. Powiem tak, nic nie ujawnię. Będziesz sama musiała dojść do punktu kulminacyjnego, wyciągnąć wnioski i poskładać moją historię niczym układankę. Puzzel, po puzzlu. Dziękuje za pamięć o mnie i mam nadzieję, że zostaniesz ze mną do końca. Buziaki ;**
Millian Nell- Tom nie pasuje do Ivy? Hmm... Troszkę szybko go oceniłaś. Nic tak naprawdę jeszcze o nim nie wiemy, także ja bym się wstrzymała za decyzją ''tak'' lub ''nie'' ;).
Dee- dwa tygdonie cierpliwie czekałam i się doczekałam <3. Nie chcę Ci mówić ile ja już zwlekam z nadrabianiem u niektórych... No ale do rzeczy. Widzę, że jako jedyna dopatrzyłaś się fragmentu o bałaganie u Kaulitz'a w sypialni. Może nie tyle co fragmentu, co jednego zdania. Spostrzegawcza jesteś, a sądziłam, że raczej nikt o to hmm... ''nie zahaczy''? Chociaż woreczki foliowe zazwyczaj kojarzą się z jednym. Nic nie powiem. Być może masz rację, być może się mylisz ;). Pozwolę sobie potrzymać Cię w tajemnicy i ''zmusić'' do stworzenia własnego scenariusza, własnych przemyśleń i wniosków. 
Dziękuje Ci za wyrozumiałość. Czytam w wolnych chwilach, raczej nadrabiam Twoją historię, lecz nie pozostawiam już po sobie komentarzy. Co nie znaczy, iż mnie tam nie ma :). Gwarantuje, że gdy w końcu wyrównam z ostatnim rozdziałem to postaram się Cię miło zaskoczyć. Buziaki ;*
 Alice Morrison- och Kochana nie przejmuj się opóźnieniem. Ja mam ich pełno ostatnimi miesiącami ;). Najważniejsze, że dotarłaś. Dziękuje <3